hasztag_nikogo: (Default)
[personal profile] hasztag_nikogo
Miałam problem z "Pokrzywą" Oliwii Węglewskiej.
 
Jest to opowiadanie napisane absolutnie brawurowym językiem, który bodaj nigdy nie wyrywa się autorce spod kontroli, dopracowanym i przemyślanym, płynnym i dziwnym, doskonale pasującym do opowieści, która również jest płynna, dziwna i symboliczna. Była też, niestety, dla mnie bardzo trudna do rozszyfrowania. Przeczytałam ją dwa razy i wydawało mi się, że nie potrafię uchwycić niczego poza powierzchownymi tropami (ulyssesogre.jpg), postanowiłam więc wyjść od nich i zobaczyć gdzie ta notka mnie zaprowadzi.
 
Najbardziej uchwytna, podkreślona tytułem i niezaprzeczalna, jest tu przemoc, wspaniale wygrana na kontraście pięknego, poetyckiego, dziecinnego języka i brutalnej treści, którą przekazuje:
 
Wtedy Pani Mamusia wołała mnie do kuchni i kazała położyć rączki na stole. Chowałam się pod stół, uciekałam do ogrodu, ale nigdy nie udało mi się uniknąć tej największej z dziecięcych trosk: Świeżej Pokrzywy. Trzymałam rączki płasko na blacie, zaciskając oczka i ząbki, a Pani Mamusia z wprawą kata łoiła mi skórę Parzącym Upiorstwem. Mijały godziny i lata, i cała wieczność, a czepliwe liście raz po raz otulały moje ramionka i opuszczały je, aż moja dręczycielka się zmęczyła i pozwalała mi odejść.
 
Przemoc ma konsekwencje, między innymi w postaci bąbli, więc dziewczynka idzie do apteki po maść. Tam spotyka niebezpiecznego, niepokojącego, dziwnego dorosłego, łapczywego Artystę, złożonego z kawałków i rozpadającego się na kawałki. Jest straszny, w nieoczywisty sposób obleśny i wydaje się nie robić nic potwornie złego, ale sprawia, że dziewczynka, kiedy tylko dostanie swoją maść na poparzenia - ucieka. Mieszkałam w dzieciństwie koło zapuszczonych parków, bywali tam ekshibicjoniści, i kiedy myślę o tym fragmencie, nie potrafię się wyrwać ze skojarzenia z nimi. Może dlatego tak trudno mi się interpretowało Pokrzywę; nie lubię o tym myśleć.
 
Tak czy inaczej, po ucieczce z apteki robi się zdziwniej i zdziwniej. Coraz trudniej przetłumaczyć sobie sposób widzenia świata przez bohaterkę na rzeczy zrozumiałe dla dorosłego, przestrzeń zagina się, nie można jej ufać. Kumulacja okropności sprawia, że jakaś granica zostaje przekroczona, i za nią dziewczynka przestaje być dziewczynką, nawet jeśli jeszcze o tym nie wie. Ona sama działa trochę inaczej, usiłując zdobyć jakąś sprawczość, ale równocześnie działa wciąż według jedynych zasad, jakie miała okazję poznać, po prostu przesunięta względem swojej poprzedniej roli.
 
W tej niby-dorosłości ojciec, który i tak był niezbyt obecny, niknie do końca. Matka zostaje przesunięta w rolę dziecka i utkwił mi w głowie ten wątek, mimo że składa się zaledwie z kilku zdań, głównie dlatego, że mam wrażenie, że to częsta praktyka w dorosłości, kiedy nagle trzeba przedefiniować relację która zawsze była niedefiniowalna i oczywista. Przesuwamy matki w rolę dzieci, słuchanych z pobłażaniem i wspieranych w walce ze światem który je przerasta dziesiątki lat przed tym jak naprawdę zaczną potrzebować tego typu wsparcia. Tutaj, ponieważ dziewczynka zna tylko jeden model matkowania (i ponieważ Panna Mamusia jest jaka jest), jej rodzicielka ostatecznie wybucha z niewysłuchania.

Kiedy już obojga rodziców zabraknie, bohaterka próbuje na nowo zdefiniować siebie. Udaje jej się - na chwilę. Natychmiast postawiona do pionu przez aptekarza okazuje się mieć nową rolę. Tożsamości tutaj są jednocześnie płynne i nieuchronne, fantastyczne, senne miasteczko ostatecznie okazuje się małomiasteczkowe i dokładnie tak okrutne jak opowiadano nam to od samego początku. Dziecinne widzenie świata wiąże się z niemożnością skutecznego wynalezienia nowych sposobów istnienia, możemy być mamusią, ale zawsze będziemy upupiani. 
 
To, co piszę nadal jest powierzchowne. W tym opowiadaniu jest mnóśtwo, mnóstwo takich rzeczy jak te trzy zdania o zamianie ról Mamusi z Córeczką - krótkich, symbolicznych, otwierających jeśli nie oceany, to głębokie jeziora interpretacji i skojarzeń. Do tego współgrają ze sobą, tworząc sieci kolejnych znaczeń, mam wrażenie, że można nigdy nie skończyć myśleć o tym opowiadaniu. Naprawdę rzadko spotyka się oniryczny tekst który potrafi tyle wycisnąć z bycia onirycznym, a nie zamienić się w bełkot.
 
Niesamowicie jest czytać Pokrzywę po "Leć", bo stoi do niego w całkowitej opozycji. To jest, na jakimś poziomie, to samo opowiadanie (dojrzewanie i organiczna obsesja!), a jednocześnie te teksty są o całkowicie różnych rzeczach. O ile u Stanisz świat poza bólem istnieje, jest złożony i wart odkrycia, o tyle u Węglewskiej przemoc jest pierwotną naturą świata. Ból - to, co zostaje z przemocy kiedy zabierzemy jej strukturę - to jedyna ucieczka.
 
Wierzę w świat Stanisz. Ale wierzę też w spustoszenie jakie sieje przemoc i Pokrzywa jest mrożącym krew w żyłach studium tego spustoszenia.
 
Oliwia Węglewska ma, jak wynika z notki biograficznej, dwadzieścia jeden lat, zdaje się że w momencie naboru do "Apokryfów i herezji" była w klasie maturalnej i to mi się kurwa nie mieści w głowie. Dajcie jej parę lat to dostanie Nike.
 
March 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 2026

Profile

hasztag_nikogo: (Default)
#nikogo

Style Credit

Page generated 16/04/2026 01:55 am
Powered by Dreamwidth Studios