hasztag_nikogo: (Default)
[personal profile] hasztag_nikogo
Niespodziewanie dostałam tę nową biografię Konopnickiej na święta; ucieszyłam się bo byłam jej trochę ciekawa, ale nie na tyle by planować zakup i czytanie.
Zaczęłam po wigilii, skończyłam wczoraj.

Był taki magiczny moment kiedy Konopnicka rozmawiała z Polakami wracającymi z Brazylii, bo to czas kiedy sporo Europy do Brazylii migrowało a potem część wracała bo nie było to aż tak mlekiem i miodem płynące miejsce jak obiecywano. I otworzyła mi się cała szufladka z Bogami Tanga których czytałam w zeszłym roku, a są o Włoszce która emigruje do Argentyny i dzieją jej się rzeczy z dżenderem i muzyką i przez moment miałam oba te światy w głowie, Polskę pod zaborami, Buenos Aires zalane przybyszami z Europy, ubogie kobiety tu, ubogie kobiety tam, gdzieś na skraju tego krajobrazu ubogie kobiety u Ferrante w Neapolu sześćdziesiąt lat później (bo czytałam dwa lata temu) i to było nieziemskie. W powieści, chyba zwłaszcza fantastycznej, by nie przeszło bo Niespójny Świat, whiplash, zmiana konwencji. No świat nie jest spójny, wyobraźnio, nadążaj.

Wyobraźnia jednak nie jest szczególnie nadążającym zjawiskiem; jest bardzo zachowawcza jeśli nad nią uparcie i świadomie nie pracujemy. Myślę o steampunku, który był ze mną przez całą lekturę, bo piszę powieść eeeee steampunkowo gotycką? Te okolice. W każdym razie mam tę epokę w głowie, zawsze ją lubiłam oraz nigdy się w nią nie zagłębiałam ponad "lubię estetykę i konsumuję inspirowane media" i zawsze mnie fascynuje jak płytko i dlaczego tak płytko o tej estetyce w pierwszym odruchu myślę.

No bo bruk, mgła, latarnie gazowe, koła zębate, cylindry, dorożki, turniury, gorsety, sieroty na ulicach, cała ta victoriana rodem z Małej Księżniczki i Sherlocka Holmesa. Zaprawdę, słońce może i zachodzi nad geograficznym imperium brytyjskim, ale nie nad mentalnym. To fascynujące że MIMO spędzenia dwunastu lat w systemie edukacji, który polski romantyzm i pozytywizm tłucze jak pojebany, mimo że moją ulubioną baśnią Andersena była jego smutna biografia z początku zbioru, kiedy myślę o steampunku, jest nim Londyn. Umówmy się, jeśli chodzi o źródła inspiracji polski dziewiętnasty wiek jest trzysta razy bardziej edgy niż brytyjski. Biżuteria z lawy inspirowana kajdanami ludzi zesłanych na Sybir i wiecznie noszona żałoba, you don't get cooler than that.

(no dobra, jest też purytanizm i klerykalizm co psuje wizerunek, ale jak się lubi steampunkowe dystopie, a ja lubię, to to też może być heroina)

Myślę, że z jednej strony ciągle jakoś gawędzimy z tym dziewiętnastym wiekiem, a z drugiej strony ciągle go tak do końca nie widzimy i ślizgamy się po powierzchni. Fantazjujemy o jego alternatywnych wersjach, ale czasem wszystko na co nas stać to nazwanie miasta Donlon zamiast London (nie znam, nie czytałam, może jest bardzo spoko, ale czuję się obrażona przez ten tytuł zawsze kiedy go widzę xD). Albo napisanie fafnastej wariacji na temat rozbiorów z kategorii tych, które hurtowo wychodziły w Fabryce Słów na początku wieku.

Z trzeciej strony jak się tworzy fikcję to trzeba się kiedyś zatrzymać z tymi szczegółami, worldbuildingiem i Prawdziwym Życiem, bo wyobraźnia jest ograniczona, powolna i domaga się spójnej historii. Albo centralna Europa pod zaborami albo Buenos Aires. Jedno może być tylko backstory drugiego.

Słuchałam kiedyś takiego wykładu o epoce wiktoriańskiej (w ramach tego mojego, prawda, niezgłębiana epoki która mnie interesuje), gdzie był taki cytat z kogoś kto w ogóle podówczas żył, że stworzenie historii wieku dziewiętnastego będzie niemożliwe ze względu na zbyt wielką mnogość źródeł, nie da się z tego stworzyć spójnej narracji.

No i jednej historii może nie, ale najsoczystsza i najgrubsza historia - fikcja, niefikcja, nieważne - nie może być totalna. Twoja książka zawsze będzie częścią niezliczonych krajobrazów stworzonych z innych książek.

To jest bardzo blisko tego wyświechtanego kawałka dyskursu że ooo no bo czytanie książki to dialog z doświadczeniem czytelnika, ale w sumie nie to mam na myśli. Bardziej że nie da się, nie powinno się pisać wszystkiego co czuje się, że się powinno. Nie da się i nie powinno się być ostatecznym kompendium wiedzy w swoim temacie - nawet jeśli mój temat to mój własny wymyślony przeze mnie świat. Jeśli jest wymyślony to na jakiejś podstawie albo w opozycji do czegoś. Jest częścią dyskursu, jest częścią krajobrazu i nie będzie działać, jeśli będzie próbował być całym krajobrazem. A jeśli przestanie próbować, to może się kiedyś komuś dopasuje do innej książki, coś kliknie i będzie pięknie, dyskurs będzie, krajobraz intelektualno-kulturowy nastanie.

Date: 27/12/2024 08:53 pm (UTC)
From: (Anonymous)
Kojarzą mi się wielkie amerykańskie (choć niekoniecznie Wielkie Amerykańskie) powieści, co to mają kilkaset stron potoczystej narracji i czasem są rozbite na części, które przeskakują sobie w czasach i miejscach raźno. takie na przykład Niesamowite przygody Kavaliera i Claya. jest to powieść o amerykańskich komiksach? jest. czy jest tam Praga i golem, i epizod na antarktydzie? owszem.

jest to modalność powieści, którą można się pobawić.

weronika m.
January 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 2026

Profile

hasztag_nikogo: (Default)
#nikogo

Page Summary

Style Credit

Page generated 22/01/2026 01:09 am
Powered by Dreamwidth Studios