Osiemnaście książek później
21/12/2025 08:19 amJak powiedziałam tak - z grubsza - zrobiłam, przeczytałam piętnaście tomów poezji i trzy krótkie powieści (nowelki?) w dziesięć dni, selekcja odbyła się w ten sposób że przeszłam po półkach w domu i wzięłam dużo rzeczy z kategorii kupione-nic mi to nie mówi-jest cienkie. Plus jakichś dwóch klasyków którzy leżeli na wierzchu i też nie byli grubi.
Było to zaskakująco fajne.
Moje lata dorosłe znaczy wiele okresów nieczytu. Dla kogoś kto zbudował w dzieciństwie swoją tożsamość na czytaniu, to cios. Skończenie książki już nigdy nie jest oczywiste nawet kiedy akurat w nieczycie nie jestem. I teraz było coś wręcz pijanego, obscenicznie euforycznego w tych dwóch przedmiotowo traktowanych książkach dziennie między końcówką roku w robocie, przygotowaniami świątecznymi i innymi przygodami. Kończąc wiersz zazwyczaj nie pamiętałam początku ani nawet tego co było trzy linijki wcześniej i zazwyczaj nie wracałam żeby ogarnąć. Co się przykleiło to się przykleiło, mam teraz całe życie żeby wracać i smakować i rozgryzać jeśli mnie najdzie ochota. I przynajmniej mam jakiś szkic mapy eksploracji.
Przy tej całej zachłannej obsceniczności mam teraz odnowioną wiarę w ludzkość i literaturę (i zabitą wiarę w film xD). Przeczytałam osiemnaście książek w dziesięć dni, KAŻDA BYŁA ZUPEŁNIE INNA OD POPRZEDNIEJ.
KAŻDA BYŁA ZUPEŁNIE INNA OD POPRZEDNIEJ.
Książka może wszystko. Przebiłam w dziesięć dni osiemnaście światów z przestrzeni ostatnich stu dwudziestu paru lat i żaden nie był podobny do innego, poza tym że wszystkie były jakoś podobne, bo motywy przewijały się na zupełnie nieoczywiste sposoby i część z tych sposobów pojawiła się tylko dlatego, że zestawiłam te książki pod wpływem demonicznego impulsu bicia rekordów.
(jeden z top momentów: przeleciałam Papuszę - Chulud Szaraf - Aaiún Nin, wszystkie niebiałe i piszące wśród białych dla białych, z zewnątrz często o wojnie - to też było niesamowite jak im się odbijały różne motywy przez czas i przestrzeń, i te związane z rozpaczą, z wyobcowaniem, z tęsknotą, z radością - a potem wpadła Louise Gluck, która kończyła się posłowiem od tłumaczki i posłowie było o tym, że Louise Gluck się z nią nie spotkala bo robiła casting na ogrodnika który będzie zajmował się ogrodem jej bostońskiego domu kiedy poetka przeprowadzi się do swojego drugiego domu z ogrodem w Vancouver, THE WHIPLASH ja pierdolę)
Zawsze uważałam że jestem osobą, która lubi Rozgościć Się W Swiecie Przedstawionym. Wiecie, jak książka jest długa, wielowątkowa, jak na tej długości można niespiesznie budować coraz bardziej wciągającą, misterną fabułę, zaczynać od szczegółu a potem opierać na nim zwrot akcji, przekształcać bohaterów tak, że kiedy myślą tym jacy byli na początku opowieści ledwie się poznają i my też ledwie poznajemy, ale poznajemy bardzo dobrze, bo dokładnie wiemy jakią drogę przeszli, książki których czytanie jest jak wycieczka w góry, że zatrzymujesz się i patrzysz za siebie i masz takie damn, to wszystko ja? Ja to przelazłam? I jeszcze tyle przede mną?
Ale kurde, książki które są jak nurkowanie, jak strzykawka z w oko albo błyskawica, które czytając na akord można zestawić w teledysk, teleport, kolej dużych prędkości, wystawę w muzeum z której nie jesteś w stanie wziąć wszystkiego co może ci dać przepisują mózg na sposoby wcześniej przeze mnie niedoceniane.
Było to zaskakująco fajne.
Moje lata dorosłe znaczy wiele okresów nieczytu. Dla kogoś kto zbudował w dzieciństwie swoją tożsamość na czytaniu, to cios. Skończenie książki już nigdy nie jest oczywiste nawet kiedy akurat w nieczycie nie jestem. I teraz było coś wręcz pijanego, obscenicznie euforycznego w tych dwóch przedmiotowo traktowanych książkach dziennie między końcówką roku w robocie, przygotowaniami świątecznymi i innymi przygodami. Kończąc wiersz zazwyczaj nie pamiętałam początku ani nawet tego co było trzy linijki wcześniej i zazwyczaj nie wracałam żeby ogarnąć. Co się przykleiło to się przykleiło, mam teraz całe życie żeby wracać i smakować i rozgryzać jeśli mnie najdzie ochota. I przynajmniej mam jakiś szkic mapy eksploracji.
Przy tej całej zachłannej obsceniczności mam teraz odnowioną wiarę w ludzkość i literaturę (i zabitą wiarę w film xD). Przeczytałam osiemnaście książek w dziesięć dni, KAŻDA BYŁA ZUPEŁNIE INNA OD POPRZEDNIEJ.
KAŻDA BYŁA ZUPEŁNIE INNA OD POPRZEDNIEJ.
Książka może wszystko. Przebiłam w dziesięć dni osiemnaście światów z przestrzeni ostatnich stu dwudziestu paru lat i żaden nie był podobny do innego, poza tym że wszystkie były jakoś podobne, bo motywy przewijały się na zupełnie nieoczywiste sposoby i część z tych sposobów pojawiła się tylko dlatego, że zestawiłam te książki pod wpływem demonicznego impulsu bicia rekordów.
(jeden z top momentów: przeleciałam Papuszę - Chulud Szaraf - Aaiún Nin, wszystkie niebiałe i piszące wśród białych dla białych, z zewnątrz często o wojnie - to też było niesamowite jak im się odbijały różne motywy przez czas i przestrzeń, i te związane z rozpaczą, z wyobcowaniem, z tęsknotą, z radością - a potem wpadła Louise Gluck, która kończyła się posłowiem od tłumaczki i posłowie było o tym, że Louise Gluck się z nią nie spotkala bo robiła casting na ogrodnika który będzie zajmował się ogrodem jej bostońskiego domu kiedy poetka przeprowadzi się do swojego drugiego domu z ogrodem w Vancouver, THE WHIPLASH ja pierdolę)
Zawsze uważałam że jestem osobą, która lubi Rozgościć Się W Swiecie Przedstawionym. Wiecie, jak książka jest długa, wielowątkowa, jak na tej długości można niespiesznie budować coraz bardziej wciągającą, misterną fabułę, zaczynać od szczegółu a potem opierać na nim zwrot akcji, przekształcać bohaterów tak, że kiedy myślą tym jacy byli na początku opowieści ledwie się poznają i my też ledwie poznajemy, ale poznajemy bardzo dobrze, bo dokładnie wiemy jakią drogę przeszli, książki których czytanie jest jak wycieczka w góry, że zatrzymujesz się i patrzysz za siebie i masz takie damn, to wszystko ja? Ja to przelazłam? I jeszcze tyle przede mną?
Ale kurde, książki które są jak nurkowanie, jak strzykawka z w oko albo błyskawica, które czytając na akord można zestawić w teledysk, teleport, kolej dużych prędkości, wystawę w muzeum z której nie jesteś w stanie wziąć wszystkiego co może ci dać przepisują mózg na sposoby wcześniej przeze mnie niedoceniane.
no subject
Date: 22/12/2025 11:46 am (UTC)abra
no subject
Date: 22/12/2025 01:48 pm (UTC)I też myślę o czytaniu projektowym, tylko ja na nie mówię "tematyczne", przy czym u mnie to zawsze jest chodzenie po linie pomiędzy "wiem co robię, czytam z intencją odkrywam nowe światy i pogłębiam perspektywy bo tak zaplanowałam" a "potrzebuję po prostu wziąć coś spontanicznie i przestać czytać jakby to była praca domowa" xD
no subject
Date: 22/12/2025 03:13 pm (UTC)ale czasem z kolei kończy się to tak, że półtora miesiąca nie czytam, bo szukam czegoś, co wzbudzi libidalną radość, a mogłabym w tym czasie ogarnąć jakiś temat
więc chyba czuję to z chodzeniem po linie
a.
no subject
Date: 28/12/2025 04:53 pm (UTC)no subject
Date: 30/12/2025 05:47 pm (UTC)a.