hasztag_nikogo: (Default)
[personal profile] hasztag_nikogo
Jestem chora drugi raz w ciągu miesiąca w związku z czym nie pojechałam na pisankowy wyjazd który sama organizowałam, więc żeby się pocieszyć wrzucę chociaż pierwszą scenę tego opka, którą szczerze rzekłszy napisałam tak mniej więcej trzy dni po pierwszej notce w serii (i notatkę pod nią też wtedy).  Zastrzegam, że jest to, jak mawia Ania Karnicka, pisane z ręki (uwielbiam ten zwrot), tylko wywaliłam jakiś jeden bardzo krindżowy kawałek i trochę wyprostowałam jedno zdanie które było pokręcone i rzuciło mi się w oczy jak skanowałam stronę.

A w sumie napiszę jeszcze o krindżowym kawałku, gwoli transparentności, bo skoro robię serię notek które są uczciwie o procesie to robię serię notek, które są uczciwie o procesie.
Brzmiał on, i doceńcie moje poświęcenie, mogłam się ochronić i nie cytować: 

"Sięgnął po pierwszy owoc domu swoich państwa, a owoc pozwolił się skosztować, uraczył go słodkim sokiem."

I to nie jest tak, że nie czułam, że to może być krindżowe, potem natrafiłam i ojezu co ja zrobiłam. Nie wiedziałam że jest krindżowe, gdybym wiedziała to bym tego nie napisała. Ale jakoś tam sobie raczej zdawałam sprawę że jest ryzykowne, natomiast granica pomiędzy bardzo ładnym zdaniem a zdaniem które mocno przesadziło bywa cienka i widoczna dopiero po jakimś czasie. A ponieważ poprawianie istnieje, to uważam, że zawsze lepiej zaryzykować napisanie potwornego, przesadzonego zdania niż pozostawać ostrożnie w sferze bycia nieofensywną. 

Jak się przyglądam temu zdaniu to widzę też na jaką potrzebę odpowiada. "Pierwszy owoc" to jest w ogóle bardzo dziwna konstrukcja, która odpowiada za dużą część poczucia żenady w tym zdaniu, natomiast dzięki temu że jest dziwna jestem w stanie ją szybko zidentyfikować jako echo "first flower of my house" z Gideon the Ninth. First flower of my house jednakowoż pojawia się pod koniec książki, pracowaliśmy na nie bardzo długo i głównie stąd się bierze jego siła. Wiem więc, że chodziło mi w jakiś sposób o wrażenie romansu, który jest zwieńczeniem jakiejś długiej historii, wywalczony i gorzki.

Trudno jednakowoż zbudować coś takiego w pierwszej scenie, i może dlatego to było krindżowe - nie przez same sformułowania, tu jakieś drobne edycje by dały radę - a przez to, że ta narracja niczym jeszcze nie zasłużyła na to, by używać aż tak purpurowej prozy (wiem, kalka, mówiłam że jestem chora).

No, to do sceny: 

Prawdziwy mężczyzna coś by z tym zrobił, powiedziała Imarowi jego ukochana, ochroniłby mnie, powiedziała, i teraz przewracał się z boku na bok na posłaniu, usiłując wymyślić co właściwie mógłby zrobić, nie zamykając oczu, bo pod powiekami natychmiast widział jej zapłakaną twarz.

Alise pochodziła z błogosławionej rodziny; od setek lat w każdym pokoleniu przynajmniej jedna z dziewcząt zostawała wybrana by służyć Arachne, bogini-imperatorowej w jej pałacu.

W tym pokoleniu Alise była ostatnią kandydatką – w Święcie Sieci brały udział tylko dziewczęta między czternastym i osiemnastym rokiem życia, wszystkie jej kuzynki i siostry już swoje przebyły i nie zostały wybrane. Była pewna, że zostanie wybrana. Jej rodzice byli tego pewni. Wyprawili ucztę pożegnalną, o której trudno było mówić inaczej niż „żałobna”.
Imar był tam oczywiście, służył państwu, podawał tace z owocami, przez cały wieczór czuł na sobie jej płonące spojrzenie. Nie odezwała się do nikogo ani słowem, zasłonięta woalem, i dopiero kiedy dopadła go już po wszystkim, zaczęła płakać.
Próbował ją pocieszyć jak mógł, ale na nic się to nie zdało, była coraz bardziej zrozpaczona, coraz bardziej wściekła i w końcu powiedziała co powiedziała.

Prawdziwy mężczyzna by mnie obronił.

Obronił.

Przed świętym prawem i magiczną mocą Imperatorowej, rządzącej Amarią od tysięcy lat.

Obronił.

On. Sierota wychowana do służby na arystokratycznym dworze, do służby, nawet nie do walki. Do walki, stwierdzono, się nie nadawał. Za chudy. Za cherlawy. Chorowity. Młody.

Wiedział, że z Alise to nie ma szans przetrwać, ale nie miało też szans się zacząć, a jednak. Odważył się po nią sięgnąć, a ona odważyła się nie uciec.

Imar zacisnął powieki. Przewrócił się na drugi bok. Luka na sąsiednim posłaniu jęknął i kopnął go w goleń.

- Uspokój się, kurwa, chcę spać – wymamrotał sennie.

Imar podniósł się z siennika, zarzucił na siebie płaszcz i wyszedł na zewnątrz. Czuł, że i tak nie zaśnie tej nocy.
Wyszedł na wewnętrzny dziedziniec posiadłości, usiadł pod drzewem oliwnym, starszym ponoć niż sama bogini. Oparł głowę o pień, zapatrzył się na prześwitujące między gałęziami gwiazdy.

Niczego tak nie pragnął jak ją uratować. I miała przecież rację. Czy był godny nazywać się jej mężczyzną, nazywać ją swoją, jeśli nie potrafił jej obronić?

Co z tego że zagrożenie było niezmienne od tysięcy lat, co z tego że żaden z wielkich wojowników nigdy nie sprzeciwił się woli Imperatorowej, widać żaden nie kochał tak jak on, takiej kobiety jak Alise! 

Zrobiłby wszystko, wszystko żeby ochronić ją przed poborem. Poszedłby tam za nią, gdyby mężczyźni mieli wstęp do świątyni. Gdyby mógł ją zastąpić na poborze wszystko by się rozwiązało, Arachne nie wybrałaby przecież mężczyzny! Postałby w upale, a potem wrócił do domu i mogliby żyć razem dalej. Służyłby jej do końca życia.

Westchnął, patrząc na gwiazdy. Przez chwilę nie myślał o niczym.

Kolejną zajęło mu zorientowanie się, co właśnie wymyślił.

Podniósł się spod oliwki i cicho, jak cicho biegł tyle razy przez ostatni rok, pomknął do okna Alise.
 
*
 
To był mocno discovery writing – na etapie pierwszego zdania nie wiedziałam jeszcze kogo właściwie Imar będzie ratował. I siostra i ukochana były dość soczyste, ostatecznie poszłam w ukochaną, bo bardzo mi leży ustawienie całej historii pod to, że Imar chce być Prawdziwym Mężczyzną, a status Prawdziwego Mężczyzny jest jednak wyraźniejszy w stosunku do partnerki niż do siostry.
To miałam z głowy, więc dalej dalej, ręce Gadżeta, mamy informacje do przekazania, bo akurat sytuację miałam przemyślaną dość dokładnie. W sensie wiem że
- co pięć lat jest nabór do klasztoru/świątyni/pałacu
- w naborze biorą udział młode dziewczęta
- jeśli w rodzinie jest więcej niż jedna w odpowiednim wieku, to rodzina i tak wystawia jedną
 
(teraz jak to piszę to widzę że tu jest fajny potencjał, którego nie wykorzystam, bo angst kiedy obie z siostrą się kwalifikujecie, a rodzice mówią okej, ty idź, ale nie o tym jest ta historia – nie, czekajcie, przecież będzie Nira, ona może mieć takie backstory)
 
No i te trzy rzeczy nie dają mi sytuacji podbramkowej w które Imar serio musi iść ratować ukochaną bo ją straci. Stąd rodzina, która zawsze ma kogoś w służbie pałacowej, stąd laska, która jest ostatnia kwalifikująca się i w związku z tym ma pewność że zostanie wybrana (albo będzie skandal).
 
No i pięknie, mamy stawkę, mamy tragiczny romans, wszystko ustawione i orientuję się, że moment. Przecież jak ten chłopak zniknie to ktoś się raczej zorientuje, będzie jakaś awantura, coś się powinno zadziać. I mogłabym się w sumie nad tym prześlizgnąć, ale zrobienie z Imara sieroty i służącego (niewolnika?) w domu Alise robi mi kilka rzeczy:
- nierównowagę władzy i sugestię że femdom
- okazję żeby powiedzieć, że jest drobny (i pewnie w domyśle ma delikatną urodę), a to jest jakaś podstawa w gatunku chłopiec-udaje-dziewczynkę
- charakteryzację, że Imar to jest dość skłonny robić zabronione rzeczy, skoro się rucha z córką pana
 
No i mamy wszystko czego chcę od tej sceny: pokazuję bohatera w sytuacji, pokazuję jego problem, pokazuję jak postanawia sobie z nim poradzić.
 
Teraz mogę dać scenę z Alise – co jest fajne bo może pozwolić Imarowi być nieco władczym, jakieś „słuchaj, pójdziesz do pobliskiego gaju, tam przesiedzisz dwa dni, potem wrócisz, ja już będę z powrotem”
„Ależ Imar, jeśli znikniesz mój ojciec każe cię wychłostać!”
„To nieważne, nasza miłość jest ważna! Daj mi swoją kieckę!”
 
I jest to fun scena do pisania. Z drugiej strony na chuj mi jego relacja z Alise, skoro to jest opko o relacji z Nirą? Do przemyślenia, najpiewniej napiszę i wywalę jak będzie całość – albo nie.
 
Nazwy mam w cały świat, cesarzowa-imperatorowa-kapłanka Arachne na pewno się zmieni, bo się robi za grecko, wyobrażam to sobie raczej bliskowschodnio, z drugiej strony Kahesis też brzmi z grecka, zobaczymy.
 
Arachne wzięła się w ogóle z tego, że zawsze jak myślę o złych seksownych kapłankach to myślę o takiej kurde połowie zdania z tego wiedźmińskiego opka które jest retellingiem Pięknej i Bestii, bo tam ten gość dostał klątwą bo zgwałcił jakąś pajęczą złą kapłankę właśnie. Najbardziej mi z wiedźmina zostały w głowie te kawałki które są totalnie randomowe i Andżej w ogóle później ich nie wykorzystał w worldbuildingu albo nawet im zaprzeczał, bardzo je lubię (kto jeszcze pamięta, że na samym początku wiedźmini to był nowomodny wymysł a nie bractwo o kilkusetletniej tradycji? Ja pamiętam).

Date: 30/11/2025 09:24 pm (UTC)
From: (Anonymous)
podoba mi się pierwszy owoc, choć jeśli ma być femdom, to chyba bym osobiście jednak zrobiła tak, że to ona, młoda dziedziczka, sięga po niego pierwsza?

za to dowaliłabym się do otwierającego zdania, bo uch, themes in narration much? ^^'

abra

Date: 02/12/2025 09:37 am (UTC)
From: (Anonymous)
a dziękuję <3

niewykluczone, że zaszedł tu jakiś subtelny wpływ Piotra N., bo jak pisałam o sięgającej dziedziczce, to przypomniało mi się "Ona dotknęła mnie pierwsza" ;D
January 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 2026

Profile

hasztag_nikogo: (Default)
#nikogo

Page Summary

Style Credit

Page generated 11/01/2026 01:21 am
Powered by Dreamwidth Studios