to najwyżej aliteracja. Znaczy mamy jakiś motyw, pewnie, ale jednak historie zawierają wydarzenia, i bohaterki więc potrzebowałam mieć więcej.
Mówią, że pomysły są tanie i o ile zgadzam się z myślą która za tym stoi - liczy się co zrobisz, nie na co masz pomysł - o tyle to hasło, często powtarzane wprowadza czasem w dziwne poczucie, że no, każdy może mieć pomysł, pomysły leżą na ulicy i są łatwe.


Mówią, że pomysły są tanie i o ile zgadzam się z myślą która za tym stoi - liczy się co zrobisz, nie na co masz pomysł - o tyle to hasło, często powtarzane wprowadza czasem w dziwne poczucie, że no, każdy może mieć pomysł, pomysły leżą na ulicy i są łatwe.
Nie są. Wymyślanie nowych rzeczy z powietrza jest tym trudniejsze im starsi jesteśmy, bo zaczynamy wymyślać nowe rzeczy z powietrza jako dzieci i im starsi jesteśmy tym więcej już wymyśliliśmy i coraz mniej rzeczy jest nowe. Wkrada się coraz więcej wątpliwości, bardzo często już na etapie pomysłu, co na dobrą sprawę jest absurdalne, bo na etapie samego pomysłu nic jeszcze nie można powiedzieć. Zgryźliwy łowca potworów spotyka strzygę nie brzmi porywająco. ~ grecka księżniczka, którą młodsza macocha wysyła do wojska brzmi trochę ciekawiej. Nie od pomysłu zależy czy wyjdzie z tego Wiedźmin czy Achaja (na tym blogu gardzimy Achają, gdyby była jakaś wątpliwość).
Bez względu jednak na to, pomysł trzeba skądś wziąć, i oczywiście jest ta szkoła, że jeśli nie masz nic do powiedzenia to po co piszesz, z której można sobie zrobić skrót do "jeśli pomysł nie przyjdzie sam to się nie liczy". Chuja tam. Najczęściej dowiadujesz się co masz do powiedzenia w trakcie pisania, po nim, albo lata później na terapii. Żeby coś powiedzieć musisz zacząć mówić, żeby zacząć mówić musisz mieć pomysł na choćby scenę. Kiedyś pomysł na scenę mi wystarczał, Iluzja się zaczęła od jednej źle przeczytanej linijki która pobudziła mi wyobraźnię i bardzo wyraźnego obrazka który sobie wyobraziłam, a potem pisałam na yolo.
Piękne to były czasy, ale właśnie mija siódmy rok odkąd zaczęłam pracować w gamedevie, skończyłam też trzydzieści siedem lat; po drodze właściwie straciłam umiejętność pisania bez planu. Plan się zmienia w trakcie, owszem, ale ponieważ jestem w branży, która wymaga koordynacji pracy bardzo wielu osób, oraz ponieważ wiem i umiem trochę więcej niż kiedyś, potrzebuję mieć nie tylko instynkt i energię, ale też intencję i jakieś przybliżenie drogi do realizacji tej intencji.
Zazwyczaj posługuję się w tym celu jakimś losowaniem.
To nie jest tak, że wierzę we wróżby. Wierzę natomiast w dostrzeganie wzorów i w to, że żeby się dowiedzieć co nam w duszy gra potrzebujemy się skupić i jakoś dostać do siebie do środeczka, tam, gdzie nie myślimy o tym co na obiad i czy musimy wstawić pranie. Wierzę też, że potrzebujemy jakiegoś zewnętrznego inputu kiedy się skupiamy i wymyślamy rzeczy, bo inaczej ciągle się obracamy w jednym grajdołku. Więc kiedy muszę wpaść na pomysł - skupiam się, czasem wrzucam jakiś starter do metaforycznego kompostu i zdaję się na los.
To może wyglądać różnie. Jeśli mam więcej czasu mogę obejrzeć film w klimacie, a potem włączyć playlistę na shuffle i pójść na długi rower lub długi spacer. To moja ulubiona forma pracy nad pomysłem, ale częściej idę na skróty. Długo posługiwałam się w tym celu tarotem, ale po jakimś czasie tarota zna się na pamięć i wpada się w stare, znane koleiny, dlatego zazwyczaj używam jednak Spindlewhella.
Spindlewheel to jest zasadniczo już nawet nie tyle erpeżek ile gatunek erpeżków inspirowanych tarotem, do którego osoba autorska stworzyła własną talię, a potem jeszcze zaprosiła kilka innych osób żeby dorobiły swoje. Talia jest Bardzo Gruba, zawiera karty które niewiarygodnie oddziałują na wyobraźnię; każda z nich ma nazwę i dwa poetyckie, acz konkretne opisy, które mają z grubsza odpowiadać temu co robi "normalne" i "odwrócone" położenie karty w tarocie. Jest to wspaniałe, popatrzcie tylko:


Najlepszy kickstarter jaki wsparłam w życiu.
Poza kartami, Spindlewheel, jako szanująca się wróżbiarska gra, posiada też rosnącą z każdym miesiącem (?) ilość rozkładów, z których korzystam rzadko (mimo że kupiłam wszystkie xD), ale teraz zerknęłam, w poszukiwaniu jakiegoś dobrego szkieletu fabuły do dark fantasy. To jest w końcu opko gatunkowe, więc powinno mieć jakieś tropy, wpisywać się w rzeczy.
Znalazłam więc rozkład, który nazywa się Meet Me In The Field of Honour At Dawn (ze Spindlewheel Forever), które jest zaplanowane jako gra dla dwóch osób, gdzie losujemy i interpretujemy postacie, potem historię ich bliskiej i zażyłej relacji i tego, co sprawiło że stały się zażartymi wrogami, jak się zraniły i dlaczego muszą teraz się pojedynkować, a następnie rozgrywamy pojedynek za pomocą tych kart, które losowaliśmy, wspierając się nimi w opisie przebiegu walki. Tego ostatniego już nie zrobiłam, bo nie było mi potrzebne.
Jest to, można powiedzieć, fabuła spod znaku lovers to enemies. Wydawała się odpowiednio dramatyczna do dark fantasy.
Swoim zwyczajem rozłożyłam co trzeba a potem zaczęłam robić notatki odnośnie tego, co mi z tego wychodzi; pomysły zaczęły się zmieniać i klarować już na przestrzeni pomiędzy stołem a kartką.
Nie zapisałam sobie wszystkich kart, które wylosowałam, bo nie wiedziałam wtedy że będę pisać taką notkę, ale pierwsze dwie owszem, bo był to jeden z wypadków, które są odpowiedzialne za ton, którym mówię zazwyczaj, że to nie tak, że wierzę we wróżby (a mówię to takim tonem, że można się domyślić, że potem wejdzie "ale").
Gdyż pierwszą kartą którą wylosowałam do pierwszej postaci w moim opowiadaniu o krwiożerczych kapłankach było „Godless”.
Notatki prezentują się z grubsza tak:
Godles doctor
wealth beyond gold and land – wiedza, skill
ale jest chory, umiera
chce koniecznie znaleźć lekarstwo, w tym celu odwiedza mroczne archiwum tajemniczego boga w zakonie z którego uciekł
Empress
Najwyższa kapłanka z przeklętym pierścieniem, który daje jej moc jej boga
Jest kolejnym wcieleniem kapłanki, jest wieczna
Jest chora na to samo co doktor
Potrzebuje niewinnej ofiary
Szuka jej za pomocą artefaktu – miecza który nie zrani niewinnej duszy
Poznają się w klasztorze w czasie monotonnej pracy; od razu darzą się sympatią (jako kleryczki)
Stają się nierozłączne i złe. Doctor to asasynka, Empress sprowadza klęski i czasem robi podpalenia. Doctor daje focus, Empress daje energię.
Ostatecznie Empress uważa że Doctor zatrzymuje się w rozwoju, jest kimś, z kogo trzeba wyrosnąć.
Doctor uważa że Empress to przedstawicielka starego porządku; do obalenia.
Doctor zaraził Empress
She made him feel worthless.
Jak widzicie to jeszcze nie jest opowiadanie. Ale mam zarys postaci, ich historii i dążeń; można to nazwać pomysłem. Najwyższa kapłanka i apostatka, łączy je przeszłość i klątwa/choroba, na końcu będzie konfrontacja, która rozwiąże napięcie. Mam nawet jakieś rekwizyty, przeklęty miecz, magiczny pierścień. Jest tego na tyle dużo, że mogę przejść do kolejnego kroku jakim jest wypisanie po kolei wydarzeń – ale o tym już w kolejnej notce.
no subject
Date: 11/10/2025 09:26 am (UTC)abra
no subject
Date: 11/10/2025 09:46 am (UTC)Przy czym to u mnie chyba częściej jest proces autorefleksyjny, większości tego co chcę powiedzieć dowiaduję się w trakcie i/lub po latach.
no subject
Date: 11/10/2025 09:54 am (UTC)(see: "chcę napisać opko o wampiryzmie jako metaforze wysysania wiary z ludzi przez autorytarne instytucje", a potem się orientuję, że "huh to jest już kolejna moja historia o dorosłym, który radzi sobie z doświadczeniem przemocy w dzieciństwie")
a.
no subject
Date: 11/10/2025 10:01 am (UTC)(laughs in "zgenderowane instytucje religijne", also "transbohaterki porzucające kapłaństwo" for some reason xD)
no subject
Date: 11/10/2025 10:20 am (UTC)a.